niedziela, 23 kwietnia 2017

Pikselozy szał

Wyszywam sobie powoli, bo nigdzie się nie śpieszę wszak.
Gdy mam samo niebo z niewielką liczbą kolorów, to lecę, ale gdy wchodzę w obszar korony drzewa, to niestety hamuję z piskiem. Tak to jest, niestety. Obraz ma 625 x 781 krzyżyków, więc zaplanowałam sobie go na dwa lata. Zobaczymy, he he.

Kilka zdjęć:





A z psiakami łapiemy słońce, próbujemy znaleźć wiosnę, ale powiem szczerze i w największej tajemnicy, że ja wolę, gdy jest tak chłodno. Sasza mi powiedziała, że ona też, bo się nie męczy i łatwiej jej biegać ;)




niedziela, 9 kwietnia 2017

Zaczarowana altanka

Taki tytuł nadała córka mojemu nowemu projektowi.W sumie to nie taki on znowu nowy, bo wyszywam go od 1 listopada.

Dane techniczne:

tytuł: The End of My Earth
autor: Jena Dellagrottaglia
firma: HAED
wymiary: 625 x 781 krzyżyków
kanwa: aida Zweighart 20 ct easy count (czyli z namalowaną siatką)
nici: mulina cxc 1 nitka

Chyba o wszystkim pamiętałam?
Wyszywam to od 1 listopada 2016 roku. W międzyczasie mąż zrobił mi większe krosno, więc mogłam rozpiąć kanwę w całości, nie muszę już zawijać jej po bokach, co bardzo deformowało mi materiał.
Krosno mam z oświetleniem, tam jest taka rama, do której przykręcił świetlówkę LED.
Najpierw sam obraz:


Wyszywam zawsze od lewego górnego rogu, tym razem wybrałam metodę parkowania skosami, tak lepiej pasuje do wzoru, po prostu te błękity na niebie tak właśnie się układają.

Oto roboczy widoczek ze stycznia:



Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że jednak ta 20 ct jest mordercza dla moich oczu i przeprosiłam się z lupą. Mam ją już długo, ale nie używałam. Teraz obtarłam ją z kurzu i proszę: da się.



Wczorajszy spacer. Lubimy chodzić po lesie. Gdy jest chłodno, robimy ok. 10 km, czasami 12, a czasami 8, zależy jaką trasę wybierzemy. Wolimy zimno, bo Sasza się nie męczy. Ciepło jest be ;) Zimno i sucho - nasza ulubiona pogoda.


sobota, 8 kwietnia 2017

Witam zainteresowanych

Ponownie witam zainteresowanych . Jestem autorką bloga Moje krzyżyki, którego pochopnie skasowałam.
Jestem wyznawczynią niewracania i nierozdrapywania starych ran, więc niczego nie żałuję. Widocznie tak miało być, los tak chciał, taka karma - dowolne podkreślić.

Nowy blog będzie nieco podobny do starego, ale i nieco inny. Zapewne zauważyliście, że tytuł jest inny.

Tym razem nie będę się skupiać tylko na hafcie krzyżykowym (ogromnym!), ale poświęcę też ociupinkę miejsca na moją drugą pasję i wielką miłość - moje ukochane psiaczki. Proszę państwa, przedstawiam:

Sasza - czarno-biała sunia rasy shih tzu.
Sheldon - rudy york (sic!), którego tata, wiejski zakapior, puszczany luzem, "żeby piesek sobie pobiegał", zapomniał, że pokrywa rasową dziunię i zrobił swoje. ;p
Trzecie szczęście to stara Fifka, najczęściej zakopana pod kocem, Czarna brązowo podpalana ratlerka brzydka już jak nieszczęście nie chciała pozować do zdjęcia. Wybaczcie.


I niespodzianka z ostatniej chwili - wszystkie zdjęcia z poprzedniego bloga zachowały się w archiwum google :)

To tyle tytułem wstępu, notka o obecnie wyszywanym obrazie już jutro.

Pikselozy szał

Wyszywam sobie powoli, bo nigdzie się nie śpieszę wszak. Gdy mam samo niebo z niewielką liczbą kolorów, to lecę, ale gdy wchodzę w obszar k...